Wtargnąłem do sali
tronowej. Rozłożyłem ramiona.
-Mistress!-powiedziałem
uśmiechając się.
-Ericku!-powiedziała
Mistress.
Mistress podbiegła do
mnie i wcisnęła mi wielkie czerwone jaja. Jajko zaczęło się kołysać. Naglę
rozpadło się. Skorupki wylądowały na podłodze. Mały czerwony smoczek wtulił się
we mnie i zasnął. Spojrzałem na Mistress. Mówiłem jej że nie chcę
smoka...Musiała wcisnąć mi to jajko...Pogłaskałem smoczka po główce.
-Jest jeszcze koń
i sokół...-powiedziała szeptem Mistress i wskazała dziedziniec.
Ruszyłem w stronę
wyjścia. Mistress podała mi szybko mapę i list. Na dziedzińcu czekał piękny
Jednorożec i sokół.
Sokół był biały i duży.
Jednorożec...no cóż...nie ma słów by wyrazić jego piękno...Dosiadłem
jednorożca. Sokół usiadł na moim ramieniu. Smoczek wciąż był we mnie wtulony.
Rozwinąłem list i zacząłem czytać. Mistress chciała żeby znalazł jakiegoś
idiotę który poszedł zabić Gorgone sam...Muszę go dogonić i pomóc mu...Złapałem
jedną ręką za wodzę. Drugą trzymałem małego smoka. Sokół wzleciał w powietrze.
Dobra może lepiej jak wymyślę dla nich imiona.
-Jednorożcu ciebie
nazwę Riven-powiedziałem-Sokole będziesz nosił imię Snow. A ty maluszku Monn...
Smoczek otworzył oczka.
Polizał mnie po ręce.
-Miło że ktoś
nadał mi imię-powiedział Riven-Ale jak cię zwą mój panie?
-Jam jest Eric
Monn. Dobrze że umiesz mówić. W podróży nie znoszę ciszy.
-A kto
lubi?-zapytał Snow.
-Więc wszyscy
umiecie mówić?-zapytałem.
-Nie inaczej.
Riven ruszył stępem.
Wiedziałem że nie dogonię tego Williama w stępie.
-Trzymaj się
Monn-powiedziałem.
Riven ruszył galopem.
Kierowałem się na zachód. Pół godziny jazdy galopem przyniosło efekty.
Zobaczyłem leżących na piasku dwóch chłopaków. Stracili przytomność.
Podjechałem do nich. Gdy schodziłem z Riven'a zobaczyłem że jeden z nich ma
skrzydła. Wypowiedziałem zaklęcie. Uderzyłem kosturem w piasek i z ziemi
wyrosło naglę kilka palm. Pojawiło się małe jeziorko. Jednym słowem stworzyłem
Oaze. Riven zaczął skubać trawę. Wyjąłem z torby miskę w której czasem rozgniatałem
zioła. Napełniłem miseczkę wodą i oblałem chłopaków. Ci zerwali się.
-To już
Gwiazdka?-zapytał młodszy.
-Co jest?-pytał
starszy.
-Dziadek?
-Tak
wnusiu...-powiedziałem.
-Aaa!!!-krzyknął
młodszy.
-Zamknij
się!-skarcił go starszy.
-No chłopcy, wstawać!-powiedziałem-Jak
chcecie się ty wylegiwać to proszę bardzo ale sami zabijecie Gorgonę.
-Kim
jesteś?-zapytał starszy podnosząc się.
-Jestem Erick
Monn. Ale wy macie mówić mi ,,Mistrzu".
-A to z jakiej
racji?
-Jestem nowym
Mistrzem Magii i Mistrzem Łowców.
-A tak się właśnie
składa że ja też jestem mistrzem Magii...
-Prawdziwy Mistrz
nie straciłby przytomności na pustyni. No ruszać się! Gorgona sama się nie
zabije...Chyba że spojrzy w lustro żeby poprawić fryzurę...
-Ciekawe jak
chcesz ją zabić...
-Ech...Ujmę to
tak...Normalnie! Poza tym ja wam tylko pomogę...Jakiś William miał ją zabić...
-Nie podzielę się
nagrodą!-krzyknął młodszy chłopak i błyskawicznie się podniósł.
-Więc to ty jesteś
Królem Idiotów!
-Miło mi!
-Ech...Gdzie są
wasze konie?
-Nie mamy koni...
-To jak się tu
dostaliście?
-Xsewuś nas tu
sprowadził...Mówiłem mu że mam lęk wysokości, ale on i tak poleciał...
-Jak Mistress
mogła powierzyć takie zadanie komuś takiemu ja wy?
-Czyli zabójcy i
Władcy Demonów z Pałacu Antagarich?-zapytał Xsawier.
-Lepiej choć my
zabić tą Gorgonę...-powiedziałem.
Dosiadłem Riven'a.
-Jak my mamy się
tam dostać?-zapytał William.
-Wsiadaj i nie
marudź!-powiedziałem.
Chłopak dosiadł Riven'a.
Nie wyszło mu to najlepiej. Patrzył na ogon Riven'a. Ta łamago pewnie nie
jeździła konno.
-Ty możesz
polecieć-powiedziałem do Xsawiera-Zgodziłem się żeby wieźć tego idiotę ale nie
mam zamiaru wieźć i ciebie!
-Ja jestem Królem
Idiotów!-poprawił mnie William.
-Cicho! Lepiej się
czegoś złap!
<Xsawier albo
William?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz