poniedziałek, 2 grudnia 2013

Od Ericka

Wtargnąłem do sali tronowej. Rozłożyłem ramiona.
 -Mistress!-powiedziałem uśmiechając się.
 -Ericku!-powiedziała Mistress.
Mistress podbiegła do mnie i wcisnęła mi wielkie czerwone jaja. Jajko zaczęło się kołysać. Naglę rozpadło się. Skorupki wylądowały na podłodze. Mały czerwony smoczek wtulił się we mnie i zasnął. Spojrzałem na Mistress. Mówiłem jej że nie chcę smoka...Musiała wcisnąć mi to jajko...Pogłaskałem smoczka po główce.
 -Jest jeszcze koń i sokół...-powiedziała szeptem Mistress i wskazała dziedziniec.
Ruszyłem w stronę wyjścia. Mistress podała mi szybko mapę i list. Na dziedzińcu czekał piękny Jednorożec i sokół.


Sokół był biały i duży. Jednorożec...no cóż...nie ma słów by wyrazić jego piękno...Dosiadłem jednorożca. Sokół usiadł na moim ramieniu. Smoczek wciąż był we mnie wtulony. Rozwinąłem list i zacząłem czytać. Mistress chciała żeby znalazł jakiegoś idiotę który poszedł zabić Gorgone sam...Muszę go dogonić i pomóc mu...Złapałem jedną ręką za wodzę. Drugą trzymałem małego smoka. Sokół wzleciał w powietrze. Dobra może lepiej jak wymyślę dla nich imiona.
 -Jednorożcu ciebie nazwę Riven-powiedziałem-Sokole będziesz nosił imię Snow. A ty maluszku Monn...
Smoczek otworzył oczka. Polizał mnie po ręce.
 -Miło że ktoś nadał mi imię-powiedział Riven-Ale jak cię zwą mój panie?
 -Jam jest Eric Monn. Dobrze że umiesz mówić. W podróży nie znoszę ciszy.
 -A kto lubi?-zapytał Snow.
 -Więc wszyscy umiecie mówić?-zapytałem.
 -Nie inaczej.
Riven ruszył stępem. Wiedziałem że nie dogonię tego Williama w stępie.
 -Trzymaj się Monn-powiedziałem.
Riven ruszył galopem. Kierowałem się na zachód. Pół godziny jazdy galopem przyniosło efekty. Zobaczyłem leżących na piasku dwóch chłopaków. Stracili przytomność. Podjechałem do nich. Gdy schodziłem z Riven'a zobaczyłem że jeden z nich ma skrzydła. Wypowiedziałem zaklęcie. Uderzyłem kosturem w piasek i z ziemi wyrosło naglę kilka palm. Pojawiło się małe jeziorko. Jednym słowem stworzyłem Oaze. Riven zaczął skubać trawę. Wyjąłem z torby miskę w której czasem rozgniatałem zioła. Napełniłem miseczkę wodą i oblałem chłopaków. Ci zerwali się.
 -To już Gwiazdka?-zapytał młodszy.
 -Co jest?-pytał starszy.
 -Dziadek?
 -Tak wnusiu...-powiedziałem.
 -Aaa!!!-krzyknął młodszy.
 -Zamknij się!-skarcił go starszy.
 -No chłopcy, wstawać!-powiedziałem-Jak chcecie się ty wylegiwać to proszę bardzo ale sami zabijecie Gorgonę.
 -Kim jesteś?-zapytał starszy podnosząc się.
 -Jestem Erick Monn. Ale wy macie mówić mi ,,Mistrzu".
 -A to z jakiej racji?
 -Jestem nowym Mistrzem Magii i Mistrzem Łowców.
 -A tak się właśnie składa że ja też jestem mistrzem Magii...
 -Prawdziwy Mistrz nie straciłby przytomności na pustyni. No ruszać się! Gorgona sama się nie zabije...Chyba że spojrzy w lustro żeby poprawić fryzurę...
 -Ciekawe jak chcesz ją zabić...
 -Ech...Ujmę to tak...Normalnie! Poza tym ja wam tylko pomogę...Jakiś William miał ją zabić...
 -Nie podzielę się nagrodą!-krzyknął młodszy chłopak i błyskawicznie się podniósł.
 -Więc to ty jesteś Królem Idiotów!
 -Miło mi!
 -Ech...Gdzie są wasze konie?
 -Nie mamy koni...
 -To jak się tu dostaliście?
 -Xsewuś nas tu sprowadził...Mówiłem mu że mam lęk wysokości, ale on i tak poleciał...
 -Jak Mistress mogła powierzyć takie zadanie komuś takiemu ja wy?
 -Czyli zabójcy i Władcy Demonów z Pałacu Antagarich?-zapytał Xsawier.
 -Lepiej choć my zabić tą Gorgonę...-powiedziałem.
Dosiadłem Riven'a.
 -Jak my mamy się tam dostać?-zapytał William.
 -Wsiadaj i nie marudź!-powiedziałem.
Chłopak dosiadł Riven'a. Nie wyszło mu to najlepiej. Patrzył na ogon Riven'a. Ta łamago pewnie nie jeździła konno.
 -Ty możesz polecieć-powiedziałem do Xsawiera-Zgodziłem się żeby wieźć tego idiotę ale nie mam zamiaru wieźć i ciebie!
 -Ja jestem Królem Idiotów!-poprawił mnie William.
 -Cicho! Lepiej się czegoś złap!


<Xsawier albo William?>

Brak komentarzy: