- Najpierw musisz wziąć leki i jeszcze spać. Im
więcej będziesz spał tym szybciej rany się zagoją. - Powiedziałem. Will widocznie
nie był z tego zachwycony. - Jeśli zrobisz jak co karze to potem zabiorę cie na
przejażdżkę. - Podałem mu leki. Na szczęście posłusznie je wziął. Nie
miałem siły się z nim siłować. Will się położył, a ja przykryłem go szczelnie.
Miałem parę rzeczy do zrobienia, więc wyszedłem z pokoju. Gdy wróciłem Willa
nie było... Co jest!? Przecież leki które mu dałem powinny go uśpić na pół
dnia! Cholera! Ze też musiałem mu pomóc! Same przez niego problemy! Bardzo
dobrze wiedziałem gdzie jest, bo czułem jego zapach na północ od pałacu...
Mistress!
Wylądowałem przed bramą Zamku Snów. Jak dla mnie zamek był trochę za bajkowy, ale mniejsza o to. Przy masywnych drzwiach stał strażnik. Chciał mnie zatrzymać, ale oczywiście nie wyszło mu to na dobre. Biedak prze najbliższe cztery godziny się nie obudzi... Wszedłem do środka. Zapach poprowadził mnie do lochów. Nie było to za przyjemne miejsce... Poszedłem wzdłuż szarego korytarza. Na jego końcu ujrzałem Mistress. Kobieta zaczęła coś do mnie gadać o jakimś więźniu. Od razu wiedziałem o kogo jej chodzi. Ten cymbał sprawia same problemy. Wyjąłem z jej reki klucze i otworzyłem celę. Na jej środku siedział Will z wielkim uśmiechem na twarzy. Przywitał się ze mną. Ja także, tyle że moje przywitanie opierało się na kopnięciu go w brzuch. Facet skurczył się i zaczął śmiać. Podciągnąłem go do góry z kołnierzyk i wyciągnąłem z celi.
- Wracamy do Pałacu. - Nieźle ci się dostanie za
to, że się wymknąłeś... Służba będzie cie pilnowała dzień i noc. -
przygotowałem obiad, a ty sobie gdzieś polazłeś.
- Bo ta twoja zupa pachnie jakby była ze
szczura! - Zżędolił jak zwykle. Nagle na drodze stanęła mi elfka. Miała do mnie
jakieś wąty, że zabieram jej więźnia.Spróbowałem ją wyminąć, ale mi na to nie
pozwoliła.
- Mistress, daj spokój co ten koleś ci zrobił!?
Zdeptał kwiatki? Popatrz na niego! Szczęśliwy chłopak! Nie jest zdolny do
złego! - Może było to lekkie naruszenie prawdy, ale oficjalnie mnie też nic nie
zrobił... na razie...
- Wypraszam sobie! - Krzyknął obrażony Will.
Kopnąłem go jeszcze raz żeby się zamknął i zwróciłem cię do Mistress.
- W każdym bądź razie zabieram go do siebie. -
Elfka był strasznie uparta. Dalej stała jak słup soli.
- On chciał mnie zabić, więc nie puszczę go
wolno. - Co za idiota! Znowu jakieś pieprzone zlecenie!?
- Tak się składa, że mnie też chciał zabić, ale
jak widzisz czuje się dobrze! Więc nie przejmuj się! Facet jest nieszkodliwy! -
Popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem.
- Nie rozumiem cię... Wpuszczasz do domu kogoś
kto chciał cię zabić?
- Ty też wpuściłaś! Ja tylko dałem mu lepsze
warunki. - Will zaczął się wiercić i kręcić. - Mistress, muszę iść. Mój uroczy
gość się niecierpliwi. - Wskazałem głową Willa.
- Wypuszczę was jeżeli uznam to za stosowne. A
na razie macie mi wszystko wytłumaczyć!
<Mistress?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz