Ten Głupi
Dziadzio nas zostawił. Może to i lepiej, przynajmniej przez chwilę nie będzie
my musieli słuchać jego gadania o tym jakimi idiotami jesteśmy... A myślałem,
że to Will jestem wkurzający. Podszedłem do niego. Był naburmuszony.
- Choć Will,
w końcu i tak musimy tam wrócić. Inaczej nie dostaniesz swojej nagrody. - Na słowo
nagroda od razu się ożywił. Przez jakiś czas szliśmy pieszo. Czekałem na
odpowiedni moment. W jednej chwili podbiegłem do niego i wrzuciłem go sobie na
ręce.
- Hej!
Czekaj! Nieee! - Krzyczał i wyrywał się, ale ja już wznosiłem się w powietrze.
- Nie wierzgaj,
bo znowu spadniemy. Tym razem może nas już nikt nie znaleźć, a nie wydaje mi
się, żeby ktoś za nami tęsknił. - westchnąłem. Will posłuchał się mnie i
przestał się ruszać. Zamiast tego wtulił się mocno w mój tors i zwinął ręce w
pięści na moim podkoszulku. Wyglądało to tak słodko. Taki przestraszony
szczeniaczek. Zaraz... o czym ja do cholery myślę!? Ten facet już mi do końcu
wyprał mózg... Będę musiał zacząć go trochę unikać. Jeszcze się w nim
zakocham... Nie! TO JEST NIEMOŻLIWE! Kto by chciał się zakochać w takim
zakochanym w sobie gnojku!? Na pewno nie ja... pomijając fakt, że oboje
jesteśmy facetami... Przerwałem swoje idiotyczne przemyślenia na widok Zamku.
Wylądowałem przed bramą. Tym razem nie było kłopotu ze strażnikami. Weszliśmy
spokojnie do środka. Od razu powitał nas jakiś sługa.
- Władczyni
Mistress czeka na was w sali tronowej. - Powiedział. Był strasznie stary. Miał
pomarszczoną twarz i kilka brodawek na brodzie. Stał przygarbiony w długim
czarnym płaszczu... a raczej narzucie.
- Aha... -
wydukałem jak idiota - A gdzie jest ta sala? - Facet zaczął wymachiwać rękami
na wszystkie strony. W końcu i tak nie wiedzieliśmy gdzie to jest, ale
zdecydowałem się iść za zapachem. Nie było to trudne. Wszędzie bym poznał
zapach smoka. Will szedł obok mnie z ponura miną. Był strasznie blady i może
nawet trochę zielonkawy. Powłóczył nogami po dywanie.
- Nogi cię
nie bolą? Im częściej bierzesz leki tym mniej one działają. - Nie odpowiedział.
Postanowiłem nie zwracać na niego uwagi. Skoro chce mnie ignorować to proszę
bardzo... ciekawe kto na tym straci. W pewnej chwili Will zaczął się kołysać
niebezpiecznie na boki. W końcu walną w wazę stojącą przy ścianie i się
przewrócił. Waza oczywiście się zbiła (mam nadzieję, że nie była wartościowa),
a on legł na ziemi. Szybko do niego podbiegłem. Położyłem go sobie na kolanach
i zbadałem puls. Oddychał. Siedziałem tak z nim chwilę i zastanawiałem się co
zrobić. Nagle Will otworzył oczy. Gdy napotkał mój wzrok od razu się
uśmiechnął. Potem już się tylko śmiał. Kompletnie nie wiedziałem o co mu
chodzi, ale nie chciałem w to wnikać.
- Will...
żeby nie było, za straty płacisz ty. - Wskazałem palcem zbitą wazę. Wyglądałam
na drogą. Wykończenie było ze złota o cała waza z porcelany.
- Nie martw
się Xsewuś! Zaraz to załatwię. - Wstał i zaczął zbierać duże kawałki szkła.
Potem podbiegł do dużego okna, które wychodziło na ogród i wyrzucił za nie
resztki wazy. Kiedy skończył sprzątać przyszedł do mnie z pokaleczonymi rekami.
- Jesteś
idiotą. - Skwitowałem jego poczynania, na co on się tylko wyszczerzył. Po
drodze znaleźliśmy toaletę gdzie przemyliśmy jego rany i obandażowaliśmy je w
ręczniki. Potem ruszyliśmy dalej po krętych korytarzach zamku. W końcu poczułem
zapach tak silny, że wiedziałem, że jesteśmy blisko. Ostatni skręt i
znaleźliśmy się przed masywnymi drzwiami sali tronowej.
- To tu? -
Zapytał Willuś.
- No to
wygląda. - Popchnąłem delikatnie drzwi. W środku rozmawiali Mistress z Erickiem
i jeszcze jakaś laska w białej sukience z katana przy boku. Gdy weszliśmy
wszyscy od razu sie odwrócili w naszą stronę.
- Kto to? -
Wypaliłem na powitanie
<Erick?
Misterss? Susu?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz