-Witajcie!-skłoniłam
się-Jestem Susu. Miło mi was poznać.
Jeden z
chłopaków wybuch dzikim śmiechem. Chłopak ze skrzydłami pociągnął go za
kołnierz.
-Nam
również miło-powiedział-Jestem Xsawier a to jest...
-Nazywam
się William!-krzyknął chłopak.
Uśmiechnęłam
się.
-Susu
jest naszym nowym sprzymierzeńcem-powiedziała Mistress piorunując wzrokiem
William i Xsawiera. Xu wskoczył na moje ramię.
-Szczur!-krzyknął
William, głosem tak piskliwym że gdyby krzyknął tak w pobliżu śpiewającego
chóru jego głos górowałby nad wszystkimi.
-Spokojnie!-powiedziałam-To
jest Xu. Jest...nieszkodliwy...czasem...
-Czasem?!
-W
niektórych sytuacjach jest nieobliczalny. Ale zna się na manierach. A i przy
okazji Xu nie jest szczurem, tylko myszą.
-Aha...
-Nie
jesteś chyba zbyt odważny skoro boisz się myszy, prawda?
-Sam
zabiłem Gorgonę!-bronił się Will.
-Ale
jej dziećmi zająłem się ja...-powiedział Eric.
-Jeśli
chcesz pokaże ci coś straszniejszego niż mysz-mówiłam.
-Dobra!
Ja się nie boję!-powiedział stanowczo William.
Skoczyłam w
kierunku Williama, w locie zmieniłam się w ogromnego węża. William krzyknął.
Mistress zachichotała. Zmieniłam się w pół węża, o tułowiu człowieka i o ogonie
węża.
William
krzyknął, tym razem trochę ciszej. Odwróciłam się i wróciłam na swoje miejsce.
-A
teraz...chcę moją nagrodę!-powiedział William.
-Może
najpierw pozbieraj kawałki wazy które wyrzuciłeś to ogrodu-powiedziała
Mistress.
-Skąd
ty to...
-Smok
wie to co chcę. Dostaniesz swoją nagrodę. Kor!
Młody
służący podszedł do Mistress.
-Przynieś
temu panu pięćset monet, które odłożyłam w sakiewce. Gdybyś mógł przynieś mi
też trochę fellisowego soku. Ericku chcesz coś może coś do jedzenia albo picia?
Susu? Xsawier? Will?
Eric pokiwał
przecząco głową. Xsawier również.
-Gdybym
mogła dostać kieliszek Białego Wina, byłabym wdzięczna- powiedziałam.
Kor
uśmiechnął się i wpatrzył się we mnie.
-Ja
chcę czekoladki!-krzyknął William.
Xsawier
szturchnął go w ramie. Kor wyszedł. Mistress zaklaskała. Obok mnie pojawił się
koń. Szturchnął mnie pyskiem domagając się pieszczot. Pogłaskałam go po pysku.
Od razu poczułam ukłucie. Koń błyskawic...no ładnie.
-Noga!-powiedział
William.
Koń prychnął
i pobiegł wprost na William. Chłopak nie zdąży odsunąć się. Upadł. Koń zaczął
go lizać po twarzy.
-Złaź
zemnie!-krzyknął William.
Koń odsunął
się. William wstał. Otrzepał się.
-Jak
go nazwiesz?-zapytałam.
-Może...Podła
Kobyła...-powiedział Will.
-Myślałam
że Błyskawica albo Piorun.
William
zamyślił się. Do sali wszedł Kor. Podał Williamowi miseczkę z czekoladkami.
Mistress dał ładnie zdobiony kieliszek z wygrawerowanym smokiem. W środku była
różowa substancja. Służący podszedł do mnie i wręczył mi kieliszek z Białym
Winem. Na kieliszku wygrawerowany był wąż.
-Terima
Kasih-powiedziałam.
Kor
uśmiechnął się i powiedział:
-Sama
sekali tidak.
Znał mój
język...Ciekawe...
-Pani-Kor
zwrócił się do Mistress-Komu mam wręczyć sakiewkę?
-Mi!-powiedział
William-To ja zabiłem Gorgonę!
Kor podał mu
sakiewkę.
-Kor'nie-powiedziała
Mistress-Gdzie jest Stary Albrecht?
-Błąka
się po korytarzu narzekając na małą pensje.
-Kiedy
on przejdzie na emeryturę?
-Ma
już 124lata...więc...niedługo.
-Jutro
ma urodziny...Założę się że dostanie zawału.
-Ale
jak na staruszka całkiem dobrze się trzyma! Proszę nie zapominać że to był kiedyś
doradca władców...
-Susu?
Mogłabyś schować się w wielkim torcie tego starucha jutro?
-Mogłabym
ale nie zmieszczę się-powiedziałam.
-Spokojnie.
W spiżarni jest stół z dziurą po środku. Wystarczy że twoja głowa się tam
zmieści...
Westchnęłam.
Stary Albrecht działał każdemu na nerwy. Był brzydki, stary, wkurzający i nie
powiem jaki jeszcze...
-No to
jak nazwiesz swojego konia?-zapytałam Williama.
<William?>

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz