poniedziałek, 2 grudnia 2013

Od Susu C.D historii Xsawiera

-Witajcie!-skłoniłam się-Jestem Susu. Miło mi was poznać.
Jeden z chłopaków wybuch dzikim śmiechem. Chłopak ze skrzydłami pociągnął go za kołnierz.
 -Nam również miło-powiedział-Jestem Xsawier a to jest...
 -Nazywam się William!-krzyknął chłopak.
Uśmiechnęłam się.
 -Susu jest naszym nowym sprzymierzeńcem-powiedziała Mistress piorunując wzrokiem William i Xsawiera. Xu wskoczył na moje ramię.
 -Szczur!-krzyknął William, głosem tak piskliwym że gdyby krzyknął tak w pobliżu śpiewającego chóru jego głos górowałby nad wszystkimi.
 -Spokojnie!-powiedziałam-To jest Xu. Jest...nieszkodliwy...czasem...
 -Czasem?!
 -W niektórych sytuacjach jest nieobliczalny. Ale zna się na manierach. A i przy okazji Xu nie jest szczurem, tylko myszą.
 -Aha...
 -Nie jesteś chyba zbyt odważny skoro boisz się myszy, prawda?
 -Sam zabiłem Gorgonę!-bronił się Will.
 -Ale jej dziećmi zająłem się ja...-powiedział Eric.
 -Jeśli chcesz pokaże ci coś straszniejszego niż mysz-mówiłam.
 -Dobra! Ja się nie boję!-powiedział stanowczo William.
Skoczyłam w kierunku Williama, w locie zmieniłam się w ogromnego węża. William krzyknął. Mistress zachichotała. Zmieniłam się w pół węża, o tułowiu człowieka i o ogonie węża.
William krzyknął, tym razem trochę ciszej. Odwróciłam się i wróciłam na swoje miejsce.
 -A teraz...chcę moją nagrodę!-powiedział William.
 -Może najpierw pozbieraj kawałki wazy które wyrzuciłeś to ogrodu-powiedziała Mistress.
 -Skąd ty to...
 -Smok wie to co chcę. Dostaniesz swoją nagrodę. Kor!
Młody służący podszedł do Mistress.
 -Przynieś temu panu pięćset monet, które odłożyłam w sakiewce. Gdybyś mógł przynieś mi też trochę fellisowego soku. Ericku chcesz coś może coś do jedzenia albo picia? Susu? Xsawier? Will?
Eric pokiwał przecząco głową. Xsawier również.
 -Gdybym mogła dostać kieliszek Białego Wina, byłabym wdzięczna- powiedziałam.
Kor uśmiechnął się i wpatrzył się we mnie.
 -Ja chcę czekoladki!-krzyknął William.
Xsawier szturchnął go w ramie. Kor wyszedł. Mistress zaklaskała. Obok mnie pojawił się koń. Szturchnął mnie pyskiem domagając się pieszczot. Pogłaskałam go po pysku. Od razu poczułam ukłucie. Koń błyskawic...no ładnie.
 -Noga!-powiedział William.
Koń prychnął i pobiegł wprost na William. Chłopak nie zdąży odsunąć się. Upadł. Koń zaczął go lizać po twarzy.
 -Złaź zemnie!-krzyknął William.
Koń odsunął się. William wstał. Otrzepał się.
 -Jak go nazwiesz?-zapytałam.
 -Może...Podła Kobyła...-powiedział Will.
 -Myślałam że Błyskawica albo Piorun.
William zamyślił się. Do sali wszedł Kor. Podał Williamowi miseczkę z czekoladkami. Mistress dał ładnie zdobiony kieliszek z wygrawerowanym smokiem. W środku była różowa substancja. Służący podszedł do mnie i wręczył mi kieliszek z Białym Winem. Na kieliszku wygrawerowany był wąż.
 -Terima Kasih-powiedziałam.
Kor uśmiechnął się i powiedział:
 -Sama sekali tidak.
Znał mój język...Ciekawe...
 -Pani-Kor zwrócił się do Mistress-Komu mam wręczyć sakiewkę?
 -Mi!-powiedział William-To ja zabiłem Gorgonę!
Kor podał mu sakiewkę.
 -Kor'nie-powiedziała Mistress-Gdzie jest Stary Albrecht?
 -Błąka się po korytarzu narzekając na małą pensje.
 -Kiedy on przejdzie na emeryturę?
 -Ma już 124lata...więc...niedługo.
 -Jutro ma urodziny...Założę się że dostanie zawału.
 -Ale jak na staruszka całkiem dobrze się trzyma! Proszę nie zapominać że to był kiedyś doradca władców...
 -Susu? Mogłabyś schować się w wielkim torcie tego starucha jutro?
 -Mogłabym ale nie zmieszczę się-powiedziałam.
 -Spokojnie. W spiżarni jest stół z dziurą po środku. Wystarczy że twoja głowa się tam zmieści...
Westchnęłam. Stary Albrecht działał każdemu na nerwy. Był brzydki, stary, wkurzający i nie powiem jaki jeszcze...
 -No to jak nazwiesz swojego konia?-zapytałam Williama.


<William?>

Brak komentarzy: