- Bywało
gorzej.- uśmiechnąłem się i przewracając na plecy.
Bolało cholernie, czułem jak wypływa ze mnie krew, ale za nic nie mogę mu
pokazać, że cierpię. Muszę kontrolować swoje emocje, muszę... Emocje to pestka,
gorzej z reakcjami ciała, automatycznie zacząłem blednąć, bolała mnie głowa i
było mi zimno. Zajebiście... Umieram.
- To ty się tu wykrwawiaj, a ja idę do domu.
Zacząłem się śmiać, ale on nie zwrócił na mnie uwagi zaczął iść w stronę domku.
Zamknąłem oczy i uśmiechnąłem się. Tylko najwięksi ludzie umierają z uśmiechem
na ustach. Wtedy usłyszałem jak Xsewuś coś gada:
- Cześć Black, jak tam? Hej... Gdzie lecisz?
Potem była chwila ciszy i coś zaczęło mnie lizać po twarzy. To było szorstkie,
mokre i śmierdziało jak wnętrze worka w którym gnije jakieś ciało. Otworzyłem
oczy i odepchnąłem natręta który okazał się kotem.
- Spieprzaj kocie, ja tutaj się chce wykrwawić w samotności! - Ale on znów
zaczął mnie lizać. Z tego co słyszałem ten kot ma na imię tak jak ja na
nazwisko.- Możesz to wziąć Xsewuś?!
[Xsawier?]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz