Pytał mnie
czy znam sposób na to żeby rany szybciej się goiły...Oczywiście że znałem
sposób no to żeby go wyleczyć! Jestem Uzdrowicielem.
-Znam
sposób-powiedziałem.
-Dawaj!-krzyknął
William.
Uderzyłem go
kosturem po głowie.
-Au!
-Dyscyplina!
To czego ci potrzeba!-powiedziałem-Nigdy przedtem nie spotkałem nikogo kto
nie miałby dla mnie szacunku.
-Czyli
jestem pierwszy?-William wyszczerzył zęby.
-Niestety
tak...
-Dobra
teraz mnie ulecz! Nogi mnie bolą!-narzekał William.
Chciałem
uderzyć go kosturem ale się wstrzymałem.
-Kizu
o iyasu-powiedziałem.
-Au!-krzyknął
William.
-Poboli
i przestanie...
-Nie
mogłeś mniej boleśnie tego zrobić?!
-Mogłem,
ale jakoś mi się nie chciało. Poza tym inne zaklęcie mogłoby być mniej
efektywne. A teraz wracając do treningu...Pokaże ci pewną sztuczkę...
Stuknąłem
kosturem o ziemie. Na niebie pojawiły się ciemne chmury. W ziemie obok jednego
z manekinów uderzyły dwa pioruny. Manekin wystrzelił w górę. Na ziemie spadły
tylko jego szczątki.
-Przecież
pioruny go nawet nie drasnęły!-protestował William.
Niebo
pojaśniało.
-Wywołałem
pioruny tak silne że energia elektryczna po ziemia zatoczyła koło wokół
manekinu. Nie znajdując ujścia skupiła się na celu który wyznaczyłem, w tym
przypadku na manekinie. Jeśli jednak ktoś stałby bliżej miejsca gdzie uderzył
jeden z piorunów, a ja nie kontrolowałbym energii elektrycznej było by więcej
niż pewne że dana osoba i manekin nie przeżyliby tego.
<William?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz