Will rzucił
się na mnie.
- To dobrze.
- Zrzuciłem go z siebie. - To znaczy, że już nie musisz się na mnie wieszać.
- No wiesz
co Xsewuś... myślałem, że mnie kochasz! - Odwrócił się ode mnie udając
obrażonego. Położyłem mu rękę na głowie i poczochrałem go.
- Może i
tak... ale wiesz... jest to miłość, zaraz jak oni na to mówią...A no tak Miłość
Platoniczna. - Uśmiechnąłem się i zwróciłem do Staruszka.
- Na dzisiaj
koniec. Idziemy do domu. - Dziadek protestował, ale zignorowałem go. Wsiadłem
Ramzesa, a Willa usadowiłem przed sobą. Był taki mały, że spokojnie mogłem go
trzymać na kolanach i prowadzić wierzchowca. Will od razu zaczął jęczeć,
dlaczego to on nie prowadzi swojego konia.
- Przecież wiem,
że nie umiesz jeździć... a nie chce żebyś się zabił po drodze. - Niestety
zabrzmiało to tak jakbym się o niego martwił... co w sumie było prawdą.
Dojechaliśmy do mojego Zamku. Zszedłem z konia i pomogłem zejść też Willowi. On
poszedł od razu do zamku, a ja odprowadziłem jego konia do stajni. Reszta
zwierząt bardzo się wzburzyła na widok nowego, ale nie martwiłem się tym.
Wróciłem do Zamku, gdzie czekała na mnie niespodzianka...
<Will?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz