- Zobaczymy, najwyżej wyśle swojego sługę, żeby
ci przekazał informację... - Nie wyśle. Przerzuciłem Willa przez ramię i
zacząłem kierować się w stronę zamku. - W każdym razie dzięki za podwózkę! Do
zobaczenia! - Oby jak najpóźniej...
- Czekaj! Nie zaprosisz mnie do środka!? - Co za
natrętna baba...
- Sorka! Mam bałagan. Wiesz, mam mały problem z
wymiocinami mojego sługi... - Mrugnąłem do niej i przeszedłem przez bramę.
Uciekłem na tyle szybko, że już mnie nie zatrzymała. W drodze do pałacu
widziałem cień smoka na ziemi. Odleciała. Wszedłem do zamku. Od wejścia
przywitał mnie mój wierny sługa Samuel.
- Mamy problem! Dostaliśmy list od Najeźdźców!
Zamierzają z nami walczyć o pałac! - Minąłem go i poszedłem dalej. Widocznie
będę się musiał spotkać z Mistress szybciej niż bym chciał.
- Wyślij list do Władczyni smoków Mistress z
Królestwa Drag na północy. Napisz w nim, że jestem zainteresowany sojuszem...
słyszałem, że też ma z nimi problem. - Facet przytaknął głową i zostawił mnie z
Willem na ramieniu. Doszedłem do sali obiadowej i posadziłem Willa na krześle.
Wyglądał na naburmuszonego, ale się nie odzywał. Co było bardzo dziwne jak na
niego. Usiadłem na przeciwko niego i zawołałem kucharzy, aby zrobili coś innego
niż zupę ze szczura... Wkrótce potem zaczęliśmy jeść roladki wieprzowe w
śmietanowej polewie.
- Coś ty taki cichy? - zapytałem. - Jeśli chodzi
o te Magiczne Kajdany, to nie zakuje cie w nie... szczerze nawet nie wiem co to
jest. Raczej nie przetrzymuje jeńców. - Will nie odezwał się. Widocznie, nie o
to mu chodziło. Postanowiłem go olać, tak jak on olewał mnie... Gdy
skończyliśmy jeść, ja szybko wstałem i chciałem wyjść. Niestety gdy Will
spróbował wstać, od razu uwalił się na podłogę. Usłyszałem huk, więc się
odwróciłem. Leżał pod stołem jak kłoda i się nie ruszał. Nie mogłem powstrzymać
cichego śmiechu. Podbiegłem do niego i wziąłem na ręce.
- Ale z ciebie sierota... Hahaha! Widocznie leki
przestały działać i już nie możesz sobie pochodzić. - Zaniosłem go do swojego
pokoju i ułożyłem delikatnie na łóżku. Postanowiłem nie dawać mu na razie
leków, żeby znowu nie zwiał. Położyłem się obok niego i odwróciłem głowę w jego
stronę. Uśmiechnięty zapytałem go:
- No to teraz powiedz mi co się stało... Chyba
nie zamierzasz mi znowu uciec? Prawda?
<Will?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz